Dzieci Sztormu tom 1:Czas dzikich róż-czyli saga norweska
Czytaliście może kiedyś jakąś sagę, być może norweską? Ja zaczęłam od Dzieci Sztormu i mam ochotę na więcej, ten tom przeczytałam, a teraz mam w planach Cienie z Przeszłości. A dzisiaj zapraszam na recenzję ,,Dzieci Sztormu tom 1-Czas dzikich róż"
Zdecydowanie podoba mi się styl i klimat w jakim autorka napisała tę książkę. Książka traktuje także o problemach rodzinnych, bo na przykład
Agnete mieszka u babci zamiast z rodzicami, gdyż jej matka jest dość surową osobą. Częściowo mieszka tam też oczywiście po to, aby pomagać babci. Jej babcia o imieniu Synneva to cudowna postać-głównie przez tą jej mądrość.
Lekkie spoilery
Nie pasowało mi, że z Sophie zamiast sobie wszystko wyjaśnić po kłótni, poprostu zaczęły po jakimś czasie z sobą znowu rozmawiać. W prawdzie po części to dobrze, ale jakoś wydawało mi się niezdrowe.
Johannes jako osoba jakoś nie za bardzo mi się podobał z tym jego strzelaniem do ptaków. Coś czuję, że to nie on jest tym jedynym dla Agnette, choć ona kocha go.
Koniec spoilerów
Tego typu sagi są specyficzne, ale mają swój urok. Ta książka chwilami była lekko dziwnym doświadczeniem. Ale mimo wszystko podobała mi się ona, ale swoją drogą to dopiero początek historii. Kiedyś zamówię następne tomy. Niestety nie są dostępne już tak w sklepach, trzebaby je zamawiać z internetu. Kiedyś to zrobię, a wtedy dostaniecie recenzję dalszych tomów ;)
Komentarze
Prześlij komentarz